Często pod koniec ciężkiego tygodnia, gdy któryś raz z rzędu spotykam się z tymi samymi błędami popełnionymi podczas tworzenia strony, mam ochotę złapać za słuchawkę i wykrzyczeć zleceniodawcy, że jego strona tkwi po uszy w gównie i z niego nie wyjdzie, a wszystko przez to, że kupił wadliwy produkt. Wadliwy fabrycznie.