Register / Log in
24
February

Często pod koniec ciężkiego tygodnia, gdy któryś raz z rzędu spotykam się z tymi samymi błędami popełnionymi podczas tworzenia strony, mam ochotę złapać za słuchawkę i wykrzyczeć zleceniodawcy, że jego strona tkwi po uszy w gównie i z niego nie wyjdzie, a wszystko przez to, że kupił wadliwy produkt. Wadliwy fabrycznie. Duże agencje interaktywne o korporacyjnych zapędach mają szczególne względy w mojej pracy. Za naprawdę poważne pieniądze wypuszczają produkty, które zwyczajnie nie działają. Klient o tym nie wie, bo się zwyczajnie nie zna, a poza tym wierzy w słowa pani handlarki w białej bluzeczce, że ten sklep będzie naj, och i ach. Po kilku miesiącach, czasem kilkunastu, zdesperowany klient zwraca się z prośbą o audyt, który wykazuje, że piękna strona nigdy nie ujrzy TOPu w Google. Bardzo często domena jest już zafiltrowana i pozostaje rozgoryczenie. Dlaczego agencje pobierające słone opłaty za swoje produkty pozostają bezkarne? To jest prawdziwy rozbój w branży i to na wielką skalę.
Przy skali tego zjawiska, pozycjonowanie systemami wymiany linków czy innymi automatami to pikuś. Pan…
Za każdym razem, gdy jestem zmuszony kontaktować się z firmą wypuszczająca bubel słyszę wymówkę, że „klient tak chciał”, „zrobiliśmy stronę według wytycznych klienta”. Dlatego, gdy zbliża się piątek i kolejny audyt strony korporacyjnej, mam ochotę krzyczeć.